Kowalski obudził się rano, wyjrzał przez okno i zobaczył bardzo dziwaczną
scenkę. Ulicą szły dwa karawany, za nimi samotny, ubrany na czarno mężczyzna
z wielkim psem na smyczy, a kilka metrów za nim kilkusetosobowy tłum.
Zaintrygowany Kowalski wyszedł przed dom i zaczepił żałobnika z psem.
- Moje najszczersze kondolencje. Czy mógłby jednak mi pan powiedzieć o co
chodzi, w życiu nie widziałem tak dziwnego pogrzebu.
- Wie pan, w tej pierwszej trumnie jest moja żona. Zagryzł ją ten pies.
- O mój Boże, a w drugiej?
- Teściowa. Zagryzł ją pies, kiedy próbowała pomóc żonie.
Po chwili milczenia Kowalski pyta:
- A nie pożyczyłby mi pan tego psa?
- Ustaw się pan w kolejce...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz